Food truck ma trzy problemy, których restauracja nie ma: nie ma stolików, nie ma stałego adresu i ma kolejkę, która przy dobrym dniu jest jedynym powodem, dla którego ktoś odchodzi. Wszystko, co doradzają poradniki dla restauracji, w food trucku trzeba przeliczyć na nowo.
Poniżej to, co zmienia się naprawdę, gdy przyjmujesz zamówienia z telefonu w foodtrucku.
Kolejka jest Twoim najdroższym problemem
W restauracji gość, który czeka, siedzi. W food trucku gość, który czeka, stoi - i widzi, ilu ludzi jest przed nim. Przy piątej osobie w kolejce część przechodzących obok w ogóle nie podchodzi.
To jest cały sens zamawiania z telefonu w tym formacie. Nie chodzi o nowoczesność ani o oszczędność na obsłudze. Chodzi o to, że człowiek, który zamówił z telefonu, nie stoi w kolejce, tylko czeka z boku - a kolejka wygląda na krótszą, niż jest, więc następni podchodzą.
Praktyczna konsekwencja: jeśli masz mieć jeden komunikat na naklejce, niech to nie będzie „nasze menu", tylko coś w rodzaju „zamów tu i nie stój w kolejce".
Jeden kod, nie wiele
W restauracji sens ma kod na każdy stolik, bo zamówienie od razu wie, dokąd je zanieść. W food trucku nie ma czego przypisywać, więc jeden kod obsługuje wszystko.
Gdzie go umieścić:
- Na okienku, na wysokości wzroku - podstawowe miejsce, widoczne dla osoby stojącej.
- Na boku pojazdu, przy początku kolejki - żeby ktoś, kto właśnie stanął na końcu, mógł zamówić od razu, zamiast czekać na dojście do okienka.
- Na tablicy z menu, jeśli ją wystawiasz.
Trzy kody wskazujące na to samo to nie jest problem, tylko rozsądek. Kod nie zużywa się od tego, że wisi w kilku miejscach.
Wydawanie: numer zamiast nazwiska
Skoro nie ma stolików, potrzebujesz sposobu na powiedzenie, czyje jedzenie jest gotowe. Numer zamówienia załatwia to lepiej niż imię: nie trzeba go dopytywać, nie trzeba go przekręcać, a przy hałasie festynu wystarczy pokazać go na kartce.
Numeracja startuje od nowa każdego dnia, więc numery zostają krótkie. To brzmi jak drobiazg, dopóki nie spróbujesz wywołać przez gwar zamówienia numer 3947.
Zmienna lokalizacja: co aktualizować, a czego nie ruszać
Największa różnica operacyjna między food truckiem a lokalem: Twój adres zmienia się co kilka dni, a menu prawie nie.
Dlatego adres w internecie ustawia się raz i nie rusza. Kod QR również - prowadzi do menu, nie do miejsca postoju, więc naklejka z zeszłego sezonu nadal działa.
Zmieniasz natomiast trzy rzeczy:
- Dostępność dań. Skończył się boczek? Wyłączasz pozycję z telefonu, stojąc przy patelni. Nikt jej już nie zamówi. To jest funkcja, która w food trucku ratuje więcej sytuacji niż gdziekolwiek indziej, bo Ty nie masz magazynu za ścianą.
- Godziny. Jeśli dziś kończysz o 16, ustaw to rano. Menu samo przestanie przyjmować zamówienia.
- Informację, gdzie stoisz. To akurat nie musi być w systemie - większość food trucków robi to w mediach społecznościowych i tak jest dobrze.
Czego w food trucku nie potrzebujesz
Ta lista oszczędza pieniądze:
- Stolików w systemie. Zero. Kreator sam proponuje zero, gdy zaznaczysz tylko zamówienia na wynos.
- Tabletu przy okienku. Zamówienia widzisz na własnym telefonie. Jeden mniej przedmiot do ładowania i mycia.
- Terminala do kart na start. Płatność przy odbiorze działa od pierwszego dnia. Płatności online to osobna sprawa, wymagająca konta u operatora - nie warto tego wiązać z uruchomieniem menu.
- Osobnego internetu. Menu otwiera się na telefonie gościa. Twój telefon potrzebuje zasięgu, żeby widzieć zamówienia, i to wszystko.
Czego potrzebujesz naprawdę
- Zasięgu. To jedyny twardy warunek. Na festynie w kotlinie z zapchaną siecią zamówienia będą wchodzić z opóźnieniem. Warto mieć plan B w postaci kartki i długopisu, i nie ma w tym wstydu.
- Powerbanku. Telefon, który jest jednocześnie kasą, ekranem kuchni i terminalem, rozładuje się przed końcem imprezy.
- Jednej osoby, która patrzy na zamówienia. Jeśli obsługujesz sam i akurat smażysz, zamówienie z telefonu poczeka dłużej niż osoba przy okienku. Wtedy lepiej mieć zamawianie wyłączone i sam kod do przeglądania menu.
Wariant ostrożny: sama karta, bez zamawiania
Jeśli pracujesz sam, sensownym startem jest kod, który pokazuje tylko menu. Gość podchodzi już zdecydowany, więc kolejka i tak przyspiesza, a Ty nie musisz pilnować ekranu.
Zamawianie włączysz, gdy będzie druga osoba albo gdy zobaczysz, że ludzie odchodzą z powodu kolejki. To jeden przełącznik, nie kolejne wdrożenie.
Sezonowość i przerwy
Food truck często stoi przez trzy miesiące i śpi przez pół roku. Warto o tym pamiętać przy wyborze rozwiązania: koszt powinien być zerowy w miesiącach, w których nie pracujesz.
Przy planie darmowym po prostu przestajesz zamawiać i nic nie płacisz, a menu zostaje pod tym samym adresem na następny sezon. Kody z zeszłego roku nadal działają, bo prowadzą do tego samego miejsca.
Najczęstsze pytania
Czy przy jednym kodzie da się rozróżnić zamówienia? Tak, po numerze zamówienia. Numery są dzienne i krótkie, więc nadają się do wywoływania na głos.
Co, jeśli goście nie chcą zamawiać z telefonu? Zamawiają przy okienku jak zawsze. Menu QR w food trucku ma sens nawet wtedy, gdy nikt nie zamówi zdalnie - bo skraca czas przy okienku, kiedy gość podchodzi już wiedząc, czego chce.
Czy przy zamówieniach na wynos też potrzebuję stolików w systemie? Nie. Zaznaczasz „na wynos" i stoliki znikają z całego systemu.
Czy da się wyłączyć zamawianie na jeden dzień, gdy jestem sam? Tak, wystarczy przełączyć tryb na samo przeglądanie. Nie trzeba nic kasować ani przedrukowywać.
Podsumowanie
W food trucku menu QR nie służy do tego, co w restauracji. Nie zastępuje kelnera, bo go nie ma. Skraca kolejkę i pozwala wyłączyć danie, które się skończyło, bez wychodzenia zza lady.
Zacznij od jednego kodu na okienku, samego przeglądania menu i wyłączania pozycji na bieżąco. Zamawianie z telefonu włączysz, gdy zobaczysz kolejkę, która odchodzi.
Zobacz, jak to wygląda dla food trucka →
Warto przeczytać też o rozmiarze i umiejscowieniu kodu QR - w food trucku kod wisi wyżej i jest skanowany z większej odległości, więc musi być większy.