W obiekcie pod lasem, w food trucku na festynie i w pensjonacie w górach powtarza się ta sama sytuacja: internet znika na dziesięć minut w najgorszym momencie. Zwykle w środku serwisu.

Warto rozdzielić dwie rzeczy, które zwykle wrzuca się do jednego worka, bo mają zupełnie różne konsekwencje.

Gość bez internetu a obsługa bez internetu

Gość bez internetu nie złoży zamówienia i nic na to nie poradzisz. Kod QR otwiera stronę, a strona wymaga połączenia. Jeśli w pokojach nie ma zasięgu i nie ma wi-fi, zamawianie z telefonu po prostu nie zadziała.

Obsługa bez internetu to zupełnie inny problem i ten akurat da się rozwiązać. Kelner, który ma na tablecie listę przyjętych zamówień, powinien móc dalej pracować, gdy router się zawiesi. Zamówienia już są, trzeba je tylko oznaczać.

Pierwszego przypadku nie naprawi żaden system. Drugi jest testem tego, czy system był pisany z myślą o realnym lokalu.

Co powinno działać offline

Minimalny zakres, którego warto wymagać:

  1. Podgląd zamówień już pobranych. Lista nie może zniknąć, gdy zniknie sieć.
  2. Zmiana statusu. „Przyjęte", „w przygotowaniu", „gotowe", „wydane" to są zapisy lokalne, które można dosłać później.
  3. Automatyczne dosyłanie. Po powrocie połączenia zmiany mają pojechać same, bez klikania czegokolwiek.

Trzeci punkt jest najważniejszy i najczęściej pomijany. System, który po powrocie internetu każe komuś „odświeżyć i sprawdzić", w praktyce gubi dane, bo nikt tego nie robi w środku serwisu.

Kolejność też ma znaczenie

Tu jest szczegół, który wychodzi dopiero w praktyce. Jeśli offline oznaczysz zamówienie jako „gotowe", a chwilę później jako „wydane", to po powrocie sieci oba zapisy muszą trafić na serwer w tej samej kolejności.

Gdyby poszły równolegle, „wydane" mogłoby wyprzedzić „gotowe" i historia zamówienia opowiadałaby bzdurę. Przy jednym zamówieniu to drobiazg. Przy rozliczeniu dnia i sporze o to, kto co wydał, przestaje nim być.

Zapytaj dostawcę wprost: co się dzieje, gdy dwie zmiany statusu powstaną offline jedna po drugiej.

Czego nie da się obejść

Uczciwie o ograniczeniach, bo obietnice bez nich są nieprawdziwe:

  • Płatność online wymaga internetu. Zawsze. Bramka płatnicza jest po drugiej stronie sieci.
  • Nowe zamówienie od gościa nie przyjdzie. Skoro gość nie ma połączenia, nie ma czego dostarczać.
  • Fiskalizacja online wymaga połączenia z serwerem repozytorium. Kasa ma własne bufory, ale to jej sprawa, nie systemu do zamówień.

Wszystko, co ktokolwiek może obiecać, to że personel nie straci tego, co już przyjął.

Prosty plan awaryjny, który warto mieć spisany

Niezależnie od systemu, w lokalu poza miastem warto mieć kartkę z trzema punktami:

  1. Kto dzwoni do dostawcy internetu i pod jaki numer. Bez tego pierwsze dwadzieścia minut schodzi na ustalanie, kto to zrobi.
  2. Zapasowe łącze. Telefon z hotspotem i doładowaną transmisją leżący przy kasie kosztuje kilkadziesiąt złotych miesięcznie i ratuje wieczór.
  3. Tryb ręczny. Bloczek i długopis w szufladzie. Nie jest to wstyd, tylko plan B.

Punkt drugi rozwiązuje większość przypadków, bo awarie łącza stacjonarnego zwykle trwają godziny, a nie dni.

Jak to sprawdzić przed zakupem

Test zajmuje dwie minuty i jest brutalnie skuteczny:

  1. Otwórz panel obsługi na telefonie.
  2. Włącz tryb samolotowy.
  3. Spróbuj zmienić status zamówienia.
  4. Wyłącz tryb samolotowy i sprawdź, czy zmiana dotarła.

Jeśli w punkcie trzecim zobaczysz błąd albo pustą stronę, wiesz już, jak będzie wyglądał wieczór po awarii routera.

W Yov obsługa i kurier działają po utracie zasięgu: oznaczenia lądują lokalnie i dosyłają się same po powrocie połączenia, z zachowaniem kolejności zdarzeń dla tego samego zamówienia. Sprawdź panel na demo.