Od października zamówień z dostawą jest więcej z prostego powodu: robi się zimno i ciemno. Razem z nimi rośnie liczba reklamacji, i prawie zawsze dotyczą tych samych rzeczy.
Pięć rzeczy, które psują się w drodze
Panierka i wszystko chrupiące. Para zamknięta w pojemniku skrapla się i zamienia chrupkość w gumę. To jest problem numer jeden i jedyne skuteczne lekarstwo to otwór wentylacyjny albo osobne pakowanie.
Frytki obok sosu. Ten sam mechanizm, tylko szybszy.
Sałata pod czymś ciepłym. Więdnie w dziesięć minut. Zawsze osobno.
Sosy w pojemniku bez uszczelnienia. Największe źródło reklamacji, bo szkoda dotyczy nie tylko sosu, ale całego zamówienia i torby.
Pizza, która stoi. Traci najwięcej w pierwszych piętnastu minutach. Tu decyduje nie opakowanie, tylko organizacja: pizza ma wyjechać, a nie czekać na drugie zamówienie z tej samej okolicy.
Co zrobić z kartą
Najprostsza i najrzadziej stosowana rzecz: wyłącz z dostawy dania, które tego nie przetrwają.
Lokal, który nie wozi tempury, ale wozi wszystko inne dobrze, ma lepsze opinie niż lokal, który wozi wszystko i przy jednej pozycji regularnie zawodzi. Opinia dotyczy całego lokalu, a nie jednego dania.
Druga rzecz: osobna wersja pozycji na dowóz. Ten sam składnik, inne wykończenie, sos osobno. To nie jest gorsza wersja, tylko wersja przystosowana.
Opakowania
Kilka zasad, które wystarczają:
- Ciepłe osobno od zimnego. Zawsze, bez wyjątków.
- Chrupiące z wentylacją. Pojemnik z otworem albo papierowa torba, nie szczelne plastikowe pudełko.
- Sosy w pojemniku z zakręcanym wieczkiem, nie z wciskanym.
- Zupa maksymalnie do trzech czwartych. Reszta to margines na hamowanie.
- Torba, która stoi. Zamówienie leżące na boku w bagażniku przegrywa niezależnie od opakowań.
Opakowania są kosztem, który widać w rachunku, więc kusi, żeby na nich oszczędzić. Jedno zamówienie zwrócone albo jedna zła opinia kosztuje zwykle więcej niż różnica w cenie pojemników na cały tydzień.
Czas, czyli rzecz ważniejsza od opakowania
Gość ocenia dostawę głównie po jednym: czy jedzenie było ciepłe. To zależy bardziej od tego, ile stało w lokalu, niż od tego, ile jechało.
Dwie rzeczy, które skracają ten czas:
Kuchnia widzi zamówienia z dostawą razem z resztą, a nie w osobnym miejscu, do którego ktoś musi zaglądać.
Kierowca wie o zamówieniu, zanim będzie gotowe. Wtedy jest na miejscu w chwili wydania, a nie dziesięć minut później.
Realistyczny czas na stronie
Podawanie krótszego czasu, żeby gość zamówił, jest krótkoterminową wygraną i długoterminową stratą. Gość, który dostał zamówienie w czterdzieści minut przy obietnicy trzydziestu, jest niezadowolony. Ten sam gość przy obietnicy czterdziestu pięciu jest zadowolony z tego samego kursu.
To jest jedyne miejsce w całej dostawie, gdzie poprawa jest darmowa: wystarczy zmienić liczbę na stronie na prawdziwą.