Jedno menu, dwa języki. Gość przełącza flagę i widzi nazwy, opisy, kategorie oraz dodatki po angielsku, a potem składa całe zamówienie w tym samym języku. Zmieniasz cenę raz i widzą ją obaj goście.
W menu demo flaga jest u góry ekranu. Możesz sprawdzić od razu, bez zakładania konta.
Każdy działa. Różnią się tym, co się dzieje przy pierwszej zmianie ceny.
Najdokładniej i przy nazwach regionalnych potraw naprawdę warto. Ale karta żyje: zmieniasz cenę albo zdejmujesz danie i wracasz do pliku, a potem do drukarni.
Turysta dostaje własną kartę, tylko że od tej chwili masz dwie karty do pilnowania. Rozjeżdżają się zwykle po pierwszym sezonie.
Menu jest cyfrowe, a język to jeden przycisk. Cena zmienia się w jednym miejscu i jest aktualna w obu wersjach w tej samej sekundzie.
Granica jest ważniejsza, niż się wydaje.
Nazwa i opis każdej pozycji. Poprawki wpisane ręcznie zostają na stałe i nie znikają przy kolejnym tłumaczeniu.
Cała nawigacja po karcie, nie tylko pojedyncze dania.
Grupy dodatków oraz ich wartości. To jest miejsce, w którym najczęściej urywa się angielskie menu w innych systemach.
Przyciski, koszyk, dane do zamówienia, kod rabatowy. Gość nie wpada nagle na polski formularz.
Nie przeliczamy walut ani nie wymyślamy innych cen dla turysty. Karta jest ta sama, tylko po angielsku.
Oznaczenia alergenów są wspólne dla obu wersji, więc nie ma ryzyka, że tłumaczenie zgubi informację, która ma znaczenie dla zdrowia.
To jest ten sam ekran, tylko po przełączeniu flagi.

Masz trzy drogi. Przetłumaczyć samemu albo zlecić tłumaczowi - najdokładniej, ale przy każdej zmianie ceny wracasz do pliku. Wydrukować drugą kartę po angielsku - wtedy masz dwie karty do aktualizowania i dwa razy więcej druku. Albo trzymać jedno menu cyfrowe z przełącznikiem języka, gdzie zmiana ceny dzieje się raz i widzą ją obaj goście. W Yov robi to jedno kliknięcie w panelu.
Nazwy i opisy dań, nazwy kategorii, zestawy, a także grupy dodatków i pojedyncze opcje. To ostatnie brzmi jak drobiazg, ale nie jest: menu, które tłumaczy tylko nazwy dań, urywa się dokładnie w oknie zamawiania - gość widzi „Grilled salmon", klika i dostaje „Rozmiar: duża / mała".
Zamówi. Po przełączeniu na angielski cała ścieżka jest po angielsku: przyciski, koszyk, dane do zamówienia, pole na kod rabatowy i nawigacja. Nie zostawiamy go z angielskim menu i polskim formularzem.
Tłumaczy je AI i w większości przypadków wystarcza, ale traktuj je jak pierwszą wersję, nie jak gotowca. Nazwy regionalnych potraw i autorskie nazwy dań warto przejrzeć - „pierogi ruskie" albo nazwa własna dania z karty to miejsca, gdzie każdy tłumacz maszynowy bywa zbyt dosłowny. Poprawki wpisujesz ręcznie i zostają na stałe.
Nie. Możesz zacząć od pozycji, które turyści zamawiają najczęściej, i dopisywać resztę spokojnie. Gość widzi tłumaczenie tam, gdzie już jest.
To ten sam mechanizm, tylko częściej potrzebny: gość z zagranicy zamawia śniadanie albo kolację z pokoju, o porze, w której na sali jest jedna osoba. Menu w telefonie po angielsku zdejmuje z recepcji tłumaczenie karty przez telefon.
Angielskie menu najczęściej potrzebne jest tam, gdzie nocują goście z zagranicy.
Yov jest na wczesnym etapie i mówimy to wprost - nie pokażemy Ci cudzych wyników, bo jeszcze ich nie mamy. Dla Ciebie to ma dobrą stronę: pomagamy przy starcie osobiście, masz bezpośredni kontakt z twórcą i realny wpływ na to, co powstanie dalej. Swoje dane wyeksportujesz w każdej chwili.
Plan darmowy bez limitu czasu · 30 dni pełnej wersji bez karty · 0% prowizji · rezygnujesz kiedy chcesz
🍪 Używamy cookie do działania serwisu i (za Twoją zgodą) do analizy ruchu i marketingu. Możesz dopasować preferencje. Polityka prywatności.