W obiekcie sezonowym różnica między lipcem a listopadem nie wynosi kilkunastu procent. Wynosi kilkaset. To zmienia sposób, w jaki należy patrzeć na każdy stały koszt, w tym na koszt systemu.
Ten tekst jest o jednym pytaniu, które warto zadać sobie przed sezonem: co się dzieje z moimi kosztami, gdy idzie mi dobrze.
Trzy modele rozliczeń i ich zachowanie w szczycie
Prowizja od zamówień. Wygląda przyjaźnie przy starcie, bo przy zerze płacisz zero. Ma jednak wbudowaną nieprzyjemną własność: rachunek rośnie dokładnie wtedy, gdy obrót jest największy. W lipcu płacisz najwięcej za to samo narzędzie, którego w listopadzie prawie nie używasz.
Abonament z limitem zamówień. Przewidywalny, dopóki mieścisz się w limicie. W sezonie limit puchnie, dopłaty się pojawiają, a Ty dowiadujesz się o tym po fakcie.
Stały abonament bez limitu. Nudny i najbardziej przewidywalny. W martwym miesiącu wydaje się drogi, w szczycie okazuje się najtańszy.
Policz to na własnych liczbach z zeszłego roku, a nie na przykładzie z ulotki. Weź lipiec i weź listopad, i sprawdź, ile zapłaciłbyś w każdym z trzech modeli.
Rachunek, który warto zrobić raz
Załóżmy sezon: trzy miesiące po sześćset zamówień miesięcznie i dziewięć miesięcy po sto.
- Przy prowizji dziesięć procent i średnim zamówieniu 60 zł: sezon to 3600 zł miesięcznie, poza sezonem 600 zł. Rocznie około 16 tysięcy.
- Przy stałym abonamencie rzędu stu złotych: około 1200 zł rocznie, niezależnie od tego, jak poszedł sezon.
Liczby podstaw własne, bo Twoje będą inne. Wniosek zwykle zostaje ten sam: model prowizyjny jest tani dopóty, dopóki nic nie sprzedajesz.
Co zrobić z martwymi miesiącami
Najczęstszy odruch to wyłączyć wszystko poza sezonem i włączyć w kwietniu. Zwykle to się nie opłaca i warto wiedzieć dlaczego.
- Tracisz historię. Porównanie „ten lipiec do zeszłego" wymaga danych z obu.
- Tracisz stronę. Karta pod adresem obiektu jest widoczna w wyszukiwarce cały rok, także wtedy, gdy nikt nie zamawia. To ona zbiera gości na przyszły sezon.
- Płacisz kosztem uruchomienia od nowa w najgorszym momencie, czyli tuż przed otwarciem.
Rozsądniejsze jest zejście na plan darmowy poza sezonem, jeśli dostawca to umożliwia bez utraty danych, i powrót na płatny w kwietniu.
Personel sezonowy zmienia wymagania
W sezonie pracują u Ciebie ludzie, którzy nie znają obiektu i zostaną trzy miesiące. To ma konsekwencje dla wyboru narzędzia:
- Wdrożenie musi trwać godzinę, nie tydzień. Jeśli nowa osoba potrzebuje szkolenia, przez pół sezonu będziesz szkolić.
- Uprawnienia muszą być rozdzielone. Osoba na trzy miesiące nie powinna widzieć raportów finansowych ani móc zmieniać cen.
- Odejście musi być natychmiastowe. Koniec umowy to jedno kliknięcie odbierające dostęp, a nie zmiana wspólnego hasła, które zna cały zespół.
Ostatni punkt jest tym, który najczęściej jest ignorowany i najczęściej boli w październiku.
Czego nie kupować przed sezonem
Sezon to najgorszy moment na eksperymenty. Trzy rzeczy, które warto odłożyć:
- Nowy system w czerwcu. Wdrażaj w kwietniu albo po sezonie, nigdy w szczycie.
- Moduły, których nie użyjesz przez trzy miesiące. Magazyn i receptury mają sens, gdy masz czas je uzupełnić.
- Sprzęt. Zanim kupisz terminale, sprawdź, czy nie wystarczą telefony, które ludzie i tak mają.
Jedno pytanie do dostawcy przed sezonem
„Ile zapłacę w lipcu, jeśli sprzedam trzy razy więcej niż w maju?"
Jeśli odpowiedź brzmi „tyle samo", masz model, który nie karze za dobry sezon. Jeśli odpowiedź wymaga kalkulatora, wiesz już, że Twój najlepszy miesiąc będzie też najdroższy.
W Yov abonament jest stały, bez limitu zamówień w żadnym planie, a poza sezonem można zejść na plan darmowy bez utraty danych i bez terminu ważności. Zobacz cennik.